Szczerze mówiąc,
patrząc na slogan „Wszystko ma drugą stronę. Czarna komedia”
niespecjalnie potrafiłem sobie wyobrazić „Rewers” jako czarną
komedię. Jednakże, jest to w istocie czarna komedia. Naprawdę
czarna, smoliście czarna. I do tego czarno-biała, w kontekście
kolorystki, nie charakterów bohaterów. Tu brawo dla scenarzysty
Andrzeja Barta za napisanie postaci, które, mimo tego, że
wyglądają tak a nie inaczej, nie muszą się zachowywać tak, jak
widzowi podpowiada jego intuicja i filmowe doświadczenie.
Unikatowość „Rewersu” polega także na tym, że jest to film
bardzo klarownie pokazujący najgorsze okropieństwa PRL-u i
jednocześnie rekompensujący je dawką błyskotliwego i dojrzałego
humoru.
Siłą fabularnego
debiutu Borysa Lankosza bezdyskusyjnie są również zdjęcia, za
które odpowiada Marcin Koszałka, nagrodzony za swoją pracę
Brązową Żabą na Camerimage 2009. Film przez pierwsze pół
godziny bardzo przekonująco imituje autentyczną produkcję z epoki,
tj. z lat 50-tych. Później można odnieść wrażenie, że praca
kamery zależna jest od stanu emocjonalnego Sabiny. Chodzi tu nie
tylko o rezygnację ze statywu czy wózka, ale także o nietypowe
częściowe rozmycie kadru; na przykład: gdy widzimy Bronisława i
Sabinę (w dość nieciekawej sytuacji), oboje na pierwszym planie,
jego twarz jest niewyraźna, jakby ocenzurowana, podczas gdy jej
twarz jest zupełnie ostra. Do tego dobrze dopasowane kostiumy,
świetna (w większości wybudowana w studiu) scenografia oraz jedyna
w swoim rodzaju jazzowa muzyka Włodka Pawlika.
„Rewers” może
też pochwalić się imponującą (pod względem osobowości), a
zarazem skromną (pod względem liczebności) obsadą. Niewątpliwie
rolę życia zagrała tu Agata Buzek – jej specyficzna uroda
idealnie pasuje do Sabiny. Ona nie jest brzydka; jest ładna, tylko
po prostu ładna trochę inaczej. Tak samo trudno jej nie obdarzyć
sympatią, jak i zarazem nie podśmiewać się z jej ogólnej
nieporadności. Nieprzypadkowe są także specyficzne i niemrawe
spojrzenia, chód, gesty oraz mimika. Natomiast wcielający się w
Bronisława Marcin Dorociński w dużej mierze przypomina tu swojego
Despera z „Pitbulla” z 2005 roku. Szarmancki, bezpretensjonalny,
intrygujący, w kremowym prochowcu, z nienaganną fryzurą –
mężczyzna poniekąd idealny. Krystyna Janda i Anna Polony jako dwie
stare kwoki – no po prostu genialne. Na dokładkę w epizodzie
psychodeliczny Adam Woronowicz jako nad wyraz obleśny absztyfikant,
księgowy Pan Józef.
Podsumowując,
„Rewers” to naprawdę dobre kino, urzekające niekonwencjonalnym
i ironicznym podejściem do oklepanego tematu, jakim są czasy
stalinowskie (dzień śmierci wodza również zalicza w filmie
symboliczny występ). Byłbym jeszcze zapomniał o bardzo dobrze
pomyślanych, już kolorowych wstawkach rozgrywających się we
współczesności, także w Warszawie – to był świetny pomysł.
Warto dać się wciągnąć.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz