Alicja (Mia Wasikowska) ponownie
trafia do krainy czarów, tym razem za pomocą lustra w domu Hamisha
(Leo Bill). Tam od swoich starych znajomych dowiaduje się, że
Szalony Kapelusznik (of course Johnny Depp) popadł w coś w rodzaju
depresji i jedyne, co może go uratować, to spotkanie z rodziną, od
dawna uważaną za zmarłą. Alicja wyrusza więc niezwłocznie na
poszukiwania i cofa się w czasie, zadzierając przy tym z Czasem (w
osobie Sachy Barona Cohena) i Czerwoną Królową (Helena Bonham
Carter).
(źródło: ew.com)
Ten film jest jak odjechana gra
komputerowa. Momenty w czasie, do których przenosi się Alicja,
pełnią funkcję kolejnych poziomów a.k.a. „leveli”,
połączonych niesamowitymi przerywnikami („ocean czasu”),
których nie powstydziliby się niejedni growi projektanci. Wszystko
to zmierza do finałowej epickiej walki z bossem (tj. głównym
przeciwnikiem), w tym przypadku z czasem (tym przez małe „cz”).
I o ile „Alicja w Krainie Czarów” Burtona powstała jeszcze w
czasach (2010), gdy zdarzały się gry na licencjach filmów, w
przypadku „Po drugiej stronie lustra” nie ma na co liczyć – do
producentów dotarło, że tego typu przedsięwzięcia są przeważnie
porażkami zarówno finansowymi, jak i artystycznymi. A szkoda, bo to
naprawdę dobry materiał na grę.
(źródło: artofvfx.com)
Namaszczony przez Tima Burtona na
stanowisko reżysera James Bobin bardzo sprawnie wywiązał się ze
swojego zadania. Akcja filmu trzyma odpowiednie tempo przez cały
czas i nie nuży. Dialogi są nawet strawne i okraszone nad wyraz
dobrym poczuciem humoru, pozbawionym drętwych gagów, co (niestety)
rzadko zdarza się w tych czasach produkcjom przygodowym, fantasy czy
SF. Scenariusz może i jest do bólu prosty i przewidywalny, ale nie
kłuje to specjalnie w oczy; ponadto widz nie znający zarówno
poprzedniego filmu, jak i literackich oryginałów (tak jak ja), nie
powinien czuć się z tego powodu zdezorientowany. Strona wizualna
jest przyjemna dla oka – ponad roczny okres postprodukcji został w
stu procentach wykorzystany, do tego dochodzą misterne kostiumy i
wymyślna charakteryzacja (z wyszczególnieniem postaci Czasu).
Muzyka, skomponowana przez niezawodnego Danny'ego Elfmana, jakoś nie
zapadła mi w pamięć. Może po prostu na tyle dobrze współgra z
obrazem, że nie zwraca się na nią szczególnej uwagi.
Reasumując, „Alicja po drugiej
stronie lustra” to kawał zaskakująco dobrego kina, stanowiącego
nienajgorszą rozrywkę zarówno dla młodszych i starszych, a nawet
tych „gdzieś pomiędzy”. No i osób zainteresowanych gamedevem –
ci znajdą tu porządną lekcję level designu.
* Tak na YouTubie opisane są filmy pokazujące kompletne przejście jakiejś gry komputerowej.
(źródło: movies.disney.co.uk)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz