poniedziałek, 21 marca 2016

Polak Polakowi Polakiem - recenzja filmu "Trzy minuty. 21.37" (2010)

   Młody psychopata (Modest Ruciński). Malarz (Bogusław Linda) i jego ciężarna kochanka (Lidia Sadowa). Bezrobotny kłusownik (Paweł Królikowski) i jego syn (Marcin Walewski). Ekscentryczny reżyser (Krzysztof Stroiński) i młoda nauczycielka (Agnieszka Grochowska). Co ich łączy? Poza tym, że 9 kwietnia 2005 roku o 21:37 byli świadkami, jak cała Polska „gaśnie” po śmierci Jana Pawła II? 



   Na fabułę „Trzech minut” składają się cztery luźno ze sobą powiązane wątki. Jak to sam Maciej Ślesicki (reżyser, scenarzysta, producent) określa, trzy z nich, każdy „zatytułowany”, opowiadane są „po bożemu”, a czwarty, „bez tytułu”, od tyłu. Ten ostatni jest taki „odizolowany” prawdopodobnie dlatego, że jego zakończenie nie wiąże się z zakończeniami pozostałych. I o ile trzy „prawidłowe” są przedstawione po kolei, to czwarty jest w nie nieregularnie wpleciony. 
   Jeszcze ciekawszy jest fakt, że każda historia ma zupełnie inny klimat. W jego budowaniu istotną rolę odgrywają muzyka Przemysława Gintrowskiego i naprawdę dobre kreacje aktorskie. Większość bohaterów gra tu przeważnie mimiką i oczami – w filmie jest mnóstwo zbliżeń na twarze. W tej kwestii na szczególne wyróżnienie zasługuje Bogusław Linda, którego bohater przez trzy czwarte swojej historii jest sparaliżowany i jedyne, czym wyraża emocje, to wewnętrzne monologi, słyszalne tylko dla widza, i właśnie oczy. Wracając do muzyki, w każdym wątku jest ona inna. W scenach, w których akurat nie ma dialogów, ścieżka dźwiękowa potrafi przywołać na myśl serial obyczajowy, kiedy indziej wzruszyć, a nawet stworzyć niemalże mistyczną atmosferę. Co do zdjęć autorstwa Andrzeja Ramlau – są one bardzo spokojne, kamera przeważnie stoi na statywie, a ujęcia „odręczne” zdarzają się sporadycznie. Ta „normalność” nie ma żadnego negatywnego wpływu na odbiór filmu, a wręcz przeciwnie – dzięki niej przyjemniej się go ogląda. 



   Ślesicki zauważył, że w obliczu śmierci kogoś, kto był powszechnie szanowany, naród polski potrafi się zsolidaryzować i zdobyć na jakże szlachetny gest. Mniejsza z tym, że zaraz przed i po nim wszystko wróci do normy i Polacy będą okazywać sobie tyle miłości, na ile tylko pozwalają zgryźliwe stereotypy. Ktoś kogoś oszuka, inny zdradzi, następny okradnie, a kolejny zabije.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz