Filmów o nawiedzonych
posiadłościach są dziesiątki, a nawet setki. A tak właściwie to tysiące.
Czymże więc jest jednostka w takim tłumie, wielokrotnie powielana, a
jednocześnie powielająca i tak już wielokrotnie powielony schemat? Cóż,
jednostka na podstawie powieści Stephena Kinga i w reżyserii Stanleya
Kubricka czymś jednak jest, a wręcz musi być.
Pierwsza ekranizacja "Lśnienia" z
1980 roku króluje w rankingach zarówno najlepszych horrorów, jak i w
ogóle filmów wszech czasów. Niewątpliwie wpisała się też do historii
kina dzięki użyciu pionierskiego wówczas wynalazku operatora Garreta
Browna, czyli, oczywiście, steadicamu. Dzięki niej Jack Nicholson i
Shelley Duvall na dobre zaistnieli w amerykańskim przemyśle filmowym, a
Kubrick tylko umocnił swój wizerunek reżysera wszechstronnego. Nie obyło
się bez kontrowersji i niesnasek, bowiem Królowi Horroru nie w smak
były rozbieżności fabularne między literackim oryginałem a filmową jego
adaptacją.
No właśnie, o czym to w ogóle jest? Otóż
chwilowo bezrobotny pisarz Jack Torrance (Nicholson) obejmuje posadę
pozasezonowego stróża w ogromnym Hotelu Overlook (pol. "Panorama") położonym
wysoko w górach. Zabiera ze sobą żonę Wendy (Duvall) i syna Danny’ego
(Danny Lloyd) oraz ma pomysł na sztukę i tamże planuje ją napisać. No,
ale placówka oczywiście jest nawiedzona, a ponadto młody ma skłonności
do gadania z duchami, więc z rodzinnych ferii zimowych kicha.
Główna kwestia czyniąca "Lśnienie"
wyjątkowym to zdjęcia Johna Alcotta. Użycie wspomnianego wcześniej
steadicamu pozwoliło na wprowadzenie nad wyraz płynnych i jednocześnie
długich ujęć. Widać to zwłaszcza w scenach, w których Danny na swoim
trójkołowym rowerku eksploruje korytarze hotelu. Kamera Garreta Browna
wtedy wręcz płynie za nim i zatrzymuje się dopiero gdy zrobi to chłopiec. Na wyróżnienie zasługuje też scenografia, bowiem hotel, który w filmie "występuje"
jako Overlook, rzeczywiście istnieje, ale większość, a może nawet
wszystkie ujęcia wewnątrz zostały nakręcone w studiu. A niektóre
pomieszczenia są naprawdę imponujące, jak na przykład sala, w której
Jack pisze swoją sztukę.
Co jeszcze czyni tę historię wyjątkową?
Bezdyskusyjnie – Nicholson. Jego sposób grania… ja nie wiem, on po
prostu nieprzyzwoicie ekspresyjnie gra świra tracącego kontakt z
rzeczywistością, czy się najnormalniej w świecie wygłupia, albo… no nie
wiem, no! Torrance w jego wykonaniu jest komiczny i zarazem autentycznie
przerażający z tymi swoimi głupimi minami (śmieszniejszymi niż "grymas bólu"
na częściowo sparaliżowanej twarzy Stallone’a). Sceny w barze i w
spiżarni, kultowe rozwalanie drzwi – od tego nie można oderwać oczu.
Natomiast Shelley Duvall w roli Wendy jest… Cóż, w moim odczuciu Wendy
jawi się jako postać trochę nijaka i, mówiąc ordynarnie, głupia, a
Shelley bardzo dobrze wychodzi bycie tępą szczebiotką. Może tak miało
być. We trójkę (razem z Lloydem) minimalistycznie, aczkolwiek
wiarygodnie wcielają się w z leksza dysfunkcjonalną rodzinę z ponurą
przeszłością, którą King tak skrupulatnie opisał na łamach książki, a
którą scenarzyści bezlitośnie okroili do minimum.
Właśnie – cięcia fabularne. Moim zdaniem
nie powodują one jakiegoś drastycznego zaniżenia wartości filmu. Wręcz
przeciwnie, uważam, że były niezbędne, ponieważ cała powieść
wystarczyłaby na miniserial (który swoją drogą sam King zrealizował w
1997 roku) lub na grę komputerową z gatunku point n’ click (takiej,
niestety, nie ma).
Hahaha. Na dokładkę 4 piosenki i teledyski nawiązujące do "Lśnienia":
- Slipknot "Spit It Out" - zawiera ujęcia, w których członkowie zespołu, przebrani za bohaterów filmu, odtwarzają krótkie scenki. No i, oczywiście, TONKPILS:
- Thirty Seconds To Mars "The Kill (Bury Me)" - jak przystało na zespół Jareda Leto, to już bardziej film krótkometrażowy niż zwyczajny teledysk. Zespół przyjeżdża do willi na odludziu, by trochę odpocząć... no i zaczynają się dziać dziwne rzeczy ;) . Zawiera masę detalicznych nawiązań do filmu: https://www.youtube.com/watch?v=8yvGCAvOAfM
- Hollywood Undead "Dead Bite" - można doszukiwać się nawiązań w teledysku (dziwaczny bal maskowy), ale dużo łatwiej usłyszeć je w tekście (Nicholson w 2. zwrotce, redrum w 3.):
https://www.youtube.com/watch?v=-dma6gGhbHg
- Słoń & Mikser (Demonologia II) "Slasher" - jeden wielki hołd dla kultowych horrorów z lat 80- i 90-tych - tekst jest zlepkiem nawiązań do nich, a "Lśnienie" zostaje wymienione akurat z tytułu. Polecam metalową przeróbkę, bo nie przepadam za polskim rapem:
https://www.youtube.com/watch?v=QMprg3mm9a4



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz