Dnia 24 października w MCK im. H.
Bisty w Rudzie Śląskiej odbył się pokaz filmów zrealizowanych w
ramach katowickiej edycji międzynarodowego konkursu 48 Hour Film
Project. Ideą owej kompetencji jest nakręcenie w ciągu dokładnie
dwóch dni krótkometrażowego filmu zawierającego konkretne
elementy. W przypadku tegorocznej edycji były to:
- bohater: Magdalena lub Mariusz Fiołek
- osoba: opiekunka/opiekun do dzieci
- rekwizyt: kalosze
- kwestia: „Skąd mogłam/mogłem wiedzieć?”
Każda ekipa filmowa (amatorska czy
profesjonalna – nieważne, do konkursu może zgłosić się każdy)
losowała gatunek filmu oraz poznawała ww. elementy. Od tamtego
momentu miała dokładnie 48 godzin na nakręcenie komedii, dramatu,
horroru, kryminału, …
Powstało kilkanaście (niektóre
ekipy zrezygnowały, niektóre nie oddały projektu na czas) skrajnie
różnych filmów, jedne mniej, inne bardziej udane (oczywiście
według mnie), ale wszystkie raczej sympatyczne. I przepraszam, ale
nie mogę się powstrzymać, muszę ponarzekać na zwycięzcę, czyli
zdobywcę nagrody w kategorii „Najlepszy Film”. Nie pamiętam
tytułu, nie pamiętam twórców tego czegoś, ale pamiętam gatunek
– (prawdopodobnie) romans. Po pierwsze, obowiązkowe elementy nie
pojawiają się w owym filmie, zostają jedynie wymienione w rozmowie
„bohaterów”, których nie dane jest nam nawet zobaczyć. Po
drugie, jest to film praktycznie niemy. I to nie tak jak np.
„Artysta”, tylko po prostu para, którą oglądamy na ekranie,
nie raczy się odezwać do siebie ani słowem. Świetny romans, nie
ma co. Po trzecie, film otrzymał również nagrodę w kategorii
„Najlepsza Aktorka”. Za co, ja się pytam!? Nie odezwała się
ani słowem przez te dwie minuty, nie otwiera nawet ust, ma cały
czas tą samą smętną, kamienną twarz, a zachowanie jej bohaterki
jest skrajnie nie-lo-gicz-ne.
Dobra, dobra, spokój, rozstańmy się
w pokoju. To naprawdę niesamowita inicjatywa i miło, że odbywa się
też w Polsce. A ten nieszczęsny „zwycięzca” ma przynajmniej
ładne zdjęcia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz