Burza piaskowa zmusza grupę
astronautów na Marsie do ewakuowania się na stację na orbicie. W
trakcie ewakuacji Mark Watney (Matt Damon) znika z pola widzenia
towarzyszy po tym, jak został uderzony przez talerz satelitarny,
który dzięki wiatrowi zaczął żyć własnym życiem. Spontaniczne
poszukiwania nie przynoszą rezultatów, Mark zostaje więc uznany za
zmarłego. Kilka dni później „trup” budzi się przysypany kupą
piachu i z metalowym prętem w brzuchu. Na Marsie. Sam. Zupełnie
sam.
Technicznie „Marsjanin” to majstersztyk – o efektach specjalnych złego słowa nie można powiedzieć, marsowe plenery (kręcone chyba w Jordanii i poprawione komputerowo) zapierają dech w piersiach, a zdjęcia Dariusza Wolskiego zaskakują finezją i zróżnicowaniem. Mamy zbliżenia kręcone „od ręki”, ww. panoramy oraz – uwaga – vlogi Marka, będące również istotnym elementem fabuły. Watney dokumentuje swoją walkę o przetrwanie, opowiadając o tym, ile dni już minęło, co mu się dziś udało, a co nie, albo, mówiąc kolokwialnie, gada o pierdołach – np. narzeka na to, co pozostawili po sobie jego towarzysze (kolekcja disco Jessici Chastain, litości). I tak lepsze to aniżeliby miałby robić sobie selfie na tle Pathfindera czy swojej hodowli ziemniaków i wysyłać je na Ziemię opatrzone stosownymi hasztagami (#pathfinder #potatoes #alone #ihatedisco).
Na ekranie ewidentnie panuje Damon –
to jego film, nie ma co owijać w bawełnę. To jego twarz oglądamy
przez ponad półtorej godziny (reszta to rozmowy na Ziemi), ponadto
często zwraca się on bezpośrednio do nas (vlogi). Mark cierpi na
huśtawkę nastrojów – to boi się, bo nie wie czy dożyje jutra,
to znów bawi się w „pana na włościach” (#potatoes), tryska
nadzieją i optymizmem, gdy znajduje Pathfindera, a chwilę później
jest załamany, ponieważ... #potatoes #dead.
Szczerze mówiąc, nie będę zaskoczony, gdy Matt Damon dostanie nominację do Oscara. Liczę też na nominacje za scenografię i może jeszcze scenariusz adaptowany (na podstawie powieści Andy'ego Weira pod tym samym tytułem) oraz reżyserię. Bardzo miło by było, gdyby Dariusz Wolski też został wyróżniony - jeśli nie za „Marsjanina”, to za „The Walk” Roberta Zemeckisa, którego nie oglądałem, ale scena przejścia na linie rozpiętej między wieżami WTC musi być nie lada wyzwaniem dla operatora.
Na koniec "zabawny" komiks, który ukazał się mym oczom po wyszukaniu w Grafice Google frazy "the martian":
Szczerze mówiąc, nie będę zaskoczony, gdy Matt Damon dostanie nominację do Oscara. Liczę też na nominacje za scenografię i może jeszcze scenariusz adaptowany (na podstawie powieści Andy'ego Weira pod tym samym tytułem) oraz reżyserię. Bardzo miło by było, gdyby Dariusz Wolski też został wyróżniony - jeśli nie za „Marsjanina”, to za „The Walk” Roberta Zemeckisa, którego nie oglądałem, ale scena przejścia na linie rozpiętej między wieżami WTC musi być nie lada wyzwaniem dla operatora.
Na koniec "zabawny" komiks, który ukazał się mym oczom po wyszukaniu w Grafice Google frazy "the martian":



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz