poniedziałek, 27 czerwca 2016

Full walkthrough* - recenzja filmu "Alicja po drugiej stronie lustra" (2016)

  Alicja (Mia Wasikowska) ponownie trafia do krainy czarów, tym razem za pomocą lustra w domu Hamisha (Leo Bill). Tam od swoich starych znajomych dowiaduje się, że Szalony Kapelusznik (of course Johnny Depp) popadł w coś w rodzaju depresji i jedyne, co może go uratować, to spotkanie z rodziną, od dawna uważaną za zmarłą. Alicja wyrusza więc niezwłocznie na poszukiwania i cofa się w czasie, zadzierając przy tym z Czasem (w osobie Sachy Barona Cohena) i Czerwoną Królową (Helena Bonham Carter).

                    (źródło: ew.com)

  Ten film jest jak odjechana gra komputerowa. Momenty w czasie, do których przenosi się Alicja, pełnią funkcję kolejnych poziomów a.k.a. „leveli”, połączonych niesamowitymi przerywnikami („ocean czasu”), których nie powstydziliby się niejedni growi projektanci. Wszystko to zmierza do finałowej epickiej walki z bossem (tj. głównym przeciwnikiem), w tym przypadku z czasem (tym przez małe „cz”). I o ile „Alicja w Krainie Czarów” Burtona powstała jeszcze w czasach (2010), gdy zdarzały się gry na licencjach filmów, w przypadku „Po drugiej stronie lustra” nie ma na co liczyć – do producentów dotarło, że tego typu przedsięwzięcia są przeważnie porażkami zarówno finansowymi, jak i artystycznymi. A szkoda, bo to naprawdę dobry materiał na grę.

                    (źródło: artofvfx.com)

  Namaszczony przez Tima Burtona na stanowisko reżysera James Bobin bardzo sprawnie wywiązał się ze swojego zadania. Akcja filmu trzyma odpowiednie tempo przez cały czas i nie nuży. Dialogi są nawet strawne i okraszone nad wyraz dobrym poczuciem humoru, pozbawionym drętwych gagów, co (niestety) rzadko zdarza się w tych czasach produkcjom przygodowym, fantasy czy SF. Scenariusz może i jest do bólu prosty i przewidywalny, ale nie kłuje to specjalnie w oczy; ponadto widz nie znający zarówno poprzedniego filmu, jak i literackich oryginałów (tak jak ja), nie powinien czuć się z tego powodu zdezorientowany. Strona wizualna jest przyjemna dla oka – ponad roczny okres postprodukcji został w stu procentach wykorzystany, do tego dochodzą misterne kostiumy i wymyślna charakteryzacja (z wyszczególnieniem postaci Czasu). Muzyka, skomponowana przez niezawodnego Danny'ego Elfmana, jakoś nie zapadła mi w pamięć. Może po prostu na tyle dobrze współgra z obrazem, że nie zwraca się na nią szczególnej uwagi. 
  Reasumując, „Alicja po drugiej stronie lustra” to kawał zaskakująco dobrego kina, stanowiącego nienajgorszą rozrywkę zarówno dla młodszych i starszych, a nawet tych „gdzieś pomiędzy”. No i osób zainteresowanych gamedevem – ci znajdą tu porządną lekcję level designu.

* Tak na YouTubie opisane są filmy pokazujące kompletne przejście jakiejś gry komputerowej.

                    (źródło: movies.disney.co.uk)

czwartek, 9 czerwca 2016

Warsztaty na Festiwalu Filmów NieZwykłych w Sandomierzu, 30 kwietnia - 4 maja 2016

  Festiwal filmowy – to brzmi dumnie. Ale nie trzeba od razu organizować wielkiej filmowej orgii jak np. w Cannes. Można przez tydzień pokazywać przeróżne filmy w dwóch małych kinach w mieście, które większość Polaków kojarzy z księdzem jeżdżącym po rynku na rowerze. Dostałem się tam na warsztaty dzięki konkursowi Dwa Srebrne Ekrany, ja i kilkunastu innych szczęśliwców z całej Polski, którzy brali udział w dyskusjach na Facebooku, opisali filmowe oblicze swojej miejscowości lub przeprowadzili wywiad z osobą związaną z filmem. 


  Dzień po przyjeździe posadzono nas przy stole i oznajmiono, że zaraz przedstawią nam się trzej twórcy, a my mamy zdecydować, na zajęcia u którego mamy się zapisać. A byli to kolejno:
  • Marcin Bortkiewicz,
  • Robert Turło,
  • Maciej Cuske.
  Mój wybór padł na pana Marcina. Po rozmowie integracyjnej otrzymaliśmy nasze pierwsze zadanie „terenowe” - na uliczkach odchodzących od sandomierskiego rynku mieliśmy znaleźć dowolną osobę i przeprowadzić z nią wywiad. Mógł to być zarówno sprzedawca pamiątek, kelner, jubiler, jak i po prostu przypadkowy przechodzień. Potem z tego wywiadu mieliśmy wybrać jedno zdanie, które mogłoby być samodzielnym mottem, i zaprezentować je Marcinowi. A, byłbym zapomniał - nasze wywiady filmował Yann Baptiste Seweryn.


  Następnie pan Bortkiewicz oznajmił nam, że nakręcimy kilkuminutową etiudę o samotności w Sandomierzu. Polegało to na tym, że ciągaliśmy za sobą Yanna po całym rynku i wskazywaliśmy mu rzeczy, które, naszym zdaniem, pasowały do tematu – siedzący na uboczu mężczyzna w średnim wieku, milcząca para staruszków itp. Potem odbył się przegląd i selekcja materiału oraz montaż. Film został pokazany na gali kończącej festiwal, spotkał się z ciepłym przyjęciem publiczności. 
  Pozostałe dwie grupy połączyły siły i stworzyły formę łączącą wywiad z animacją. Andrzej Seweryn, Robert Więckiewicz i Marian Dziędziel kolejno stali się kieliszkiem wina, zgniecioną puszką po coli i pokaźnym kuflem piwa. Film w ostatniej chwili dotarł na galę i również spodobał się publiczności. 



  Jeśli w danej chwili nie jedliśmy, nie spaliśmy lub nie mieliśmy zajęć, to byliśmy w kinie lub w inny sposób mieliśmy kontakt z kulturą. Wieczór poezji, spotkania z twórcami filmowymi (Marian Dziędziel kradnie każdy show) i koncerty (z okazjonalnym striptizem), a przede wszystkim przeróżne seanse filmowe. Od przedpremierowego pokazu #WszystkoGra, przez Excentryków i Carol, aż po Wymyk i Różę. Do wyboru, do koloru.


Zdjęcia: Katarzyna Czubińska